Header

Hejnał z Wieży Mariackiej znów w pełnej wersji na antenie Jedynki

Od siedmiuset lat jest grany z wieży Kościoła Mariackiego w Krakowie, od prawie dziewięćdziesięciu – zawsze w południe na antenie radiowej Jedynki. Od dziś hejnał w radiu znów będzie grany w pełnej wersji – na cztery strony świata.
To szczególny prezent dla słuchaczy Polskiego Radia z okazji Dnia Babci i Dziadka. „W prezencie proszę przyjąć ten hejnał w brzmieniu, który pamiętamy z naszego dzieciństwa” – mówi dyrektor Programu Pierwszego Rafał Porzeziński.
Ponad trzy lata temu poprzednia dyrekcja Pierwszego Programu Polskiego Radia zdecydowała o skróceniu hejnału, bo – jak tłumaczono – jest za długi. Zamiast tradycyjnych czterech wykonań, w Jedynce transmitowano tylko jedno. Wywołało to wówczas oburzenie krakowian. Ubolewali, że czas antenowy okazał się cenniejszy niż tradycja.
Po skróceniu hejnał zajmował jedynie 40 sekund, od dziś znów będzie trwał około pięć minut. Trzeba brać bowiem pod uwagę także przejście hejnalisty między oknami oraz uderzenia w dzwon. Dyrektor Jedynki zapewnia jednak, że to nie jest stracony czas antenowy: „Jest to czas wspomnień, radości z tradycji, pretekst, by troszeczkę się zatrzymać” – podkreśla Rafał Porzeziński.
Hejnalista Jarosław Stelmach cieszy się z powrotu pełnej wersji j hejnału na antenę Jedynki, bo – jak tłumaczy – jest on grany cztery razy nieprzypadkowo. Pierwszy raz w stronę Wawelu, dla króla (kierunek południowy); drugi raz w stronę Magistratu, dla burmistrza (na zachód); trzeci – dla gości, na północ, w kierunku Barbakanu; czwarty – dawniej dla kupców, a teraz dla komendanta Straży, na Mały Rynek.
Z okazji 90-lecia Polskiego Radia w ubiegłym roku krakowscy hejnaliści zostali uhonorowani Diamentowym Mikrofonem za owianą legendą pracę i rolę, jaką sumiennie odgrywają w historii ojczyzny i anteny Pierwszego Programu Polskiego Radia.
Legenda głosi, że w 1240 roku strażnik pełniący straż na wieży kościoła Mariackiego, zauważywszy zbliżających się Tatarów, rozpoczął granie hejnału, by ostrzec załogę grodu przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Gdy zaczął trąbić na alarm, ugodziła go w szyję strzała tatarskiego wojownika i nie dokończył swej melodii. Na pamiątkę czujnego krakowskiego strażnika melodia, grana do dziś z mariackiej, wyższej wieży kościoła, urywa się w połowie taktu.

 

(IAR)/Dorota Piotrowska/dabr

1