Header

Polak oskarżony o zastrzelenie spacerowiczki

Polak oskarżony o zastrzelenie spacerowiczki

Sezon jesiennych polowań w USA to także wzrost liczby tragicznych wypadków, ze śmiertelnymi włącznie. O zagrożeniu świadczy także ostatni przypadek naszego rodaka – Thomasa B. Jadłowskiego, który w minioną środę, podczas polowania na jelenie, omyłkowo postrzelił przypadkową spacerowiczkę. Kobieta zginęła na miejscu. Powstaje pytanie, czy Polak poniesie za swój czyn kryminalną odpowiedzialność karną. Zdania są podzielone.
Do tragedii doszło w minioną środę, 22 listopada. W pobliżu miasteczka Sherman, w zachodniej części stanu Nowy Jork, tuż koło granicy z Pensylwanią. Rosemary Billquist (34) wybrała się późnym popołudniem na spacer
ze swymi psami. Spacerowała w pobliżu swej posiadłości, znajdującej się w zalesionym terenie. Była godzina 5:30 po południu. Zaczynało już mocno szarzeć. Widoczność była mocno ograniczona.
W tych właśnie warunkach, na polowaniu znalazł się 34-letni Jadłowski. Czaił się na sarny, których w okolicy nie brakuje. Jako broni używał… pistoletu “o dużej mocy rażenia”, jak stwierdzono we wstępnym raporcie policyjnym. Nie podano jednak nazwy i kalibru broni. Stwierdzono jedynie, że w stanie Nowy Jork można polować z bronią krótką. Po odpowiednim przeszkoleniu.
Jadłowski strzelił z odległości ok. 200 metrów. A więc z dość sporego dystansu. -Widziałem poruszający się kształt i byłem przekonany, że to sarna – zezna później. -Dlatego wymierzyłem i wystrzeliłem. Gdy usłyszał krzyk trafionej kobiety pobiegł na ratunek.
Ze swego telefonu komórkowego zadzwonił na pogotowie ratunkowe. I – czekając na karetkę – próbował zatamować poważne krwawienie u ofiary. Uciskał okolice rany po kuli, usiłując ograniczyć upływ krwi.
Karetka zabrała ciężko ranną Billquist do najbliższego szpitala – UPMC Hamot, już w Erie (Pensylwania). Tam stwierdzono zgon postrzelonej kobiety. Jako przyczynę podając postrzał z broni palnej. Jednocześnie poinformowano o tym policję, której patrol, w międzyczasie już znalazł się na miejscu zdarzenia.
Jadłowski od razu potwierdził, że to on nacisnął spust, oddając śmiertelny strzał. I już na początkowym etapie śledztwa stwierdzono, że doszło jedynie do nieszczęśliwego wypadku, a nie działań kryminalnych z premedytacją.
Polakowi zarzucono jednak, że polował już po zmierzchu. Jak stwierdziło miejscowe biuro szeryfa, “strzał oddano już
w 40 minut po zachodzie słońca co jest niegodne z obowiązującym prawem stanowym”.

(Cały reportaż o polonijnych tragediach myśliwsych – w 49. numerze chicagowskiego tygodnika polonijnego “EXPRESS”)

1